Po pracę do Anglii
To już czwarty rok jak jestem zarejestrowana jako bezrobotna. Zaczęło mnie powoli męczyć to ciągłe szukanie prac. Wszędzie wymagane jest co najmniej pięcioletnie doświadczenie w branży, a jakoś nikt nie chce bym to właśnie u nich je zdobywała. Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad wyjazdem. Znam tyle osób, którzy w końcu wyjechali i udało się im. Mieszkają teraz gdzieś, rozsiani po świecie i przyjeżdżają tylko na święta. Zawsze świetnie ubrani i z pełnym portfelem. Próbują wszystkich oszukać, że niby jest tak fajnie i bogato, ale ja swoje wiem. Na ten portfel na pewno trochę muszą się o tyrać. Pomyślałam, że ja tez tak mogę przecież. Przyszło mi to do głowy gdy nie chcący weszłam na portal „praca Londyn”, okazało się, że ofert jest całe mnóstwo i że wiele prac mogłabym śmiało wykonywać. Przynajmniej na sam początek. Z każdym dniem coraz bardziej pragnęłam wyjechać. Powoli rozplanowywałam co i jak. Zaczęłam od wspomnianych serwisów. Godzinami siedziałam w sieci szukając ciekawych miejsc i jakiegoś pomysłu. Doszłam do wniosku, że Londyn to najlepsze rozwiązanie na początek. Dojazd czy przelot jest prosty, bez dodatkowych przesiadek i kluczenia po bezdrożach Anglii. Poza tym w Londynie łatwiej o pracę. Jest tez dużo polonii i może gdy zatęsknię za ojczystym językiem znajdę tam pokrewna duszę. Dzięki informacjom, których się doczytałam ułożyłam sobie cały plan działania. Wiem gdzie najlepiej szukać pracy, czego kategorycznie unikać. Zapisałam sobie również dzielnice, w których warto szukać taniego mieszkania. Znam wszystkie cenniki. Nawet ceny bułki i konserw. Mam nadzieję, że nie będę musiała żywić się tylko tym. Oprócz wszystkich wiadomości związanych z pracą udało mi się też zrozumieć wiele zachowań Anglików i zapamiętać je na wypadek jakiejś sytuacji. Na jednym z forów odnalazłam przypadkiem znajomą. Pomoże mi na początek z mieszkaniem, tak abym mogła bez stresu poszukać sobie pracy i własnego lokum. I tak jadę. Anglia na mnie czeka. Myślę, że tam w końcu odnajdę i siebie i własne życie.